(Nie)istnienie wśród umyślonych rozbieżności.
Czemuż służyć ma negowanie prostoty?
Jeśli ją piętnuję, odbieram sobie przyzwolenie na i tak nieuchronną przecie porażkę,
przedwcześnie karcąc głupotę za jej łaskawość w obdarzaniu mnie mądrością. Czyż
wówczas nie pogardzam także i wzniosłością?
Jakiż jest zaś cel odrzucania wzniosłości?
Powodowany niechęcią do uznania jej niewystarczalności (którą uznaję za
hańbiącą) w obliczu pragnienia wydania ostatecznego werdyktu, nakładam na
siebie prawo do bezmyślności. Lecz czy wobec tego okazuję jej szacunek, gdy
spotykam ją pośród postaw uprzednio wzgardzonych?
Dlaczegóż więc wciąż zapytuję „dlaczego?”?
A czemuż to miałbym tego nie czynić?
Archiwum bloga
Subskrybuj:
Posty (Atom)
TRAFIŁEŚ TU - I CO DALEJ?
TRAFIŁEŚ TU - I CO DALEJ?
Drogi Czytelniku, Skoro już tu trafiłeś, miło mi Cię powitać. Usiądź wygodnie i rozgość się. Jeśli chcesz, przygotuj też sobie coś do przek...

-
N awet ci z nas, którzy nieszczególnie zajmują się (a co dopiero fascynują) zagadnieniami astrologicznymi, okiem nieuzbrojonym w szkło pow...
-
„Litości wcale by nie było, Gdybyśmy Biedy mniej czynili; I Miłosierdzie by zniknęło, Gdyby szczęśliwi wszyscy byli; A strach wzajemny - ...
-
Całkiem duże to to, pokryte sierścią, w której zdążyły już zalęgnąć się wszy, na dodatek śmierdzi, jest opryskliwe (dosłownie!), a w przyp...