Archiwum bloga
piątek, 13 sierpnia 2021
ROZŁAM NIEUNIKNIENIE... NIEPODZIELNY
Czemuż służyć ma negowanie prostoty?
Jeśli ją piętnuję, odbieram sobie przyzwolenie na i tak nieuchronną przecie porażkę, przedwcześnie karcąc głupotę za jej łaskawość w obdarzaniu mnie mądrością. Czyż wówczas nie pogardzam także i wzniosłością?
Jakiż jest zaś cel odrzucania wzniosłości?
Powodowany niechęcią do uznania jej niewystarczalności (którą uznaję za hańbiącą) w obliczu pragnienia wydania ostatecznego werdyktu, nakładam na siebie prawo do bezmyślności. Lecz czy wobec tego okazuję jej szacunek, gdy spotykam ją pośród postaw uprzednio wzgardzonych?
Dlaczegóż więc wciąż zapytuję „dlaczego?”?
A czemuż to miałbym tego nie czynić?
niedziela, 25 kwietnia 2021
DO CIEBIE, ŚWIECIE
Jakżeż mógłbym się gniewać na Ciebie, Boże
Za chmur kłębiastych czupiradła,Rozjaśniony błękit przestworzy pstrzące,
Choć mym oczom zawadzają nieraz,
Widoki wyczekiwane przysłaniając
Za korony drzew rozłożystych miotanie
Wichrem niespokojnem,
Co choć gałęzie pod nogi strąca,
Za schronienie służy wczas dżdżu rzęsistego
Za sitowia szmer cichuteńki,
Kołysanką dla wydr będący,
Wśród toni jeziornych niesioną
U dnia letniego schyłku,
Choć ciszę słodką kala w mych uszach
Za ptactwa rozświergotanego lot niechybotliwy,
Co szyku zadaje skrzydeł miarowem trzepotaniem,
A ucztą jest dla podziwu mego,
Choć majestatu gdzie indziej pierwej upatrywać pragnąłem
Za piasku ziarna drobne,
Plażę plażą czyniące,
Co choć pod paznokciami chrzęszczą,
Spaceru błogiego częścią są nieodzowną
Za dziecięcia śmiech perlisty,
Co choć w troski perzynę obraca się z czasem,
Wspomnień wielobarwnych skrywa skarbnicę
Za matczynych objęć ciepło,
Co choć kłopotliwym bywa,
Jak słońce budynków ściany pieści me serce,
Czułości oznak złaknione
Za dłoń bezsilnością niewysłowioną w pięść zaciśniętą,
Co choć bólu tony wygrywa
Na klawiszach spowszedniałej codzienności,
Pokory i zrozumienia nauczycielem jest najhojniejszym
Za tę ulotność wszelaką,
Co choć przed wzrokiem mym ucieka,
Tak bywa przepiękną, gdy w kontemplacji przypływach
Zdaje się być pojętą
Gdzie radość i złość,
Gdzie żałość i ekstaza,
Gdzie spokój i wzburzenie,
Gdzie grom uderza i łuna się ślizga,
Gdzie niebo i morze,
I tutaj także, pod stopami wędrówką strudzonymi
Tu, gdzie piękno gości jeno przez moment,
Wieczności odbiciem mglistym się stając
piątek, 16 kwietnia 2021
MYŚLĘ, WIĘC ZNIKAM
Kim jest ten, który pyta o intuicji naturę?
Wątpiącym w słuszność rozwiązań, jakie mu intuicja podsuwa.
Kim jest więc ów wątpiący?
Tym, który zbytnio zawierza temu, co według niego określa
jego "ja".
Czemuż jednak nie porzuci wiary na rzecz wiary?
To przecież takie łatwe. Tyle już razy tego dokonywał,
niepokój w sobie ugłaskując.
Wierzy w mądrość swoją i czyjąś. Lecz czy mimo to... wie?
Jeśliby wiedział, toby nie pytał.
Jednakże jeśli twierdzi, że wie, w istocie wierzy w to, iż
wie.
Dlaczego pragnie wierzyć, skoro już wie?
Nie wie, że wie. I wobec tej niewiedzy wierzy, iż nie wie.
Zagłębienie w ziemi wypełnia się kroplami deszczu, stając
się ich tymczasowym siedliskiem.
Umysł przywodzi na myśl sadzawkę - i dlań nadchodzi bowiem
dżdżysta pora.
Stwarzając siebie wciąż na nowo, otwiera się i zamyka;
przekształca się, przeobraża, na przemian to raz wypiętrza, to opada.
Myśli o myślach. Płodzi je i rodzi, i je także przyjmuje,
następnie nimi nasiąka.
Nawet jeśli woli podziwiać chwasty, niż tulić się do
uginającego się pod ciężarem wydanych owoców krzewu, czemuż miałby ich nie wchłaniać?
niedziela, 4 kwietnia 2021
SPOSTRZEŻENIA I PRZEMYŚLENIA, CZ. IX
Nie pytaj o zdanie. Nie pytaj o zgodę. Nie pytaj: którą
drogą podążać? Która jest tą właściwą?
Zamilknij. I spójrz na swe stopy.
Właśnie nią kroczysz.
***
Cokolwiek człowiek czyni najsampierw dla siebie, czyni to
też dla innych. Cokolwiek zaś czyni naprzód dla innych, urąga duszy swej, jak i
cudzej.
***
Wyciskaj sok z owoców życia, i nie żałuj ni kropli. Jeśli
którąś uronisz, życzliwym bądź wobec swej nieopatrzności.
Każdemu kwitnie jego drzewo, którego potomstwem nasycić się
zdoła.
***
Jeśli ci przyniosą zastawę, stłucz ją jeszcze na oczach
obdarowujących. Wyrazu wdzięczności znakomitszego uświadczyć nie sposób.
***
Pragniesz?
Napij się.
Łakniesz?
Nie odmawiaj jedzenia.
Odczuwasz zmęczenie?
Ułóż się do snu.
Serce wali ci jak młotem?
Kochaj tak, jak potrafisz.
Cierpisz?
Wbij cierń głębiej w ranę.
Łzy cisną ci się do oczu?
Nie chowaj ich pod powiekami.
Wówczas sekret przestanie być sekretem.
RZECZ O GŁOWIE I MURZE
Pojęcie "wszystkiego", z ramienia przyjęcia ograniczonej perspektywy intelektualnej, jest upraszczającą abstrakcją, zniekształconą wyobrażeniami czerpanymi z kolektywnych wzorców; używane (świadomie bądź nie) w komunikacji przejawia się jako eufemizm, słowoodtwórcza figura zastępcza dla niewiedzy i/lub braku zrozumienia, co do którego przyznać się jest nam tak trudno. Dlatego też mówiąc o "wszystkim", odwołujemy się jedynie do koncepcji, których mnogość stanowczo przekracza liczbę umysłów, które to te koncepcje zdolne są stworzyć.
Istotnym jest, że badając naturę świata zewnętrznego
(fizycznego, a więc zmysłowego), nie tylko odkrywamy jego własności, lecz także
tworzymy nadbudowę dla tych własności w postaci szeregu pojęć opisujących
charakter badanych zjawisk - i to do nich się odwołujemy, nie zaś do samej
istoty tej rzeczy, która podlega naszemu postrzeganiu. A dzieje się tak
dlatego, że rzadko kiedy zajmujemy się również naturą... postrzegania.
***
"Zaprzeć się" to znaczy "wyprzeć się", a "wyprzeć
się" to "wyrazić niechęć, wstręt, lęk, obawę".
Wyparcie jest pierwszorzędną reakcją na to, czego umysł w
samym sobie nie rozumie (gdyż nie chce zrozumieć), a więc siłą rzeczy stanowi
tę jego część, którą w zamyśle pragnie uzewnętrznić, choć w istocie nią nie
jest.
"Pozbyć się" oznacza negację, nie afirmację. W
efekcie jedynym, co umysł zmienia, jest dołożenie kolejnej cegiełki do tego
obrazu samego siebie, którego chce się pozbyć.
I tak oto mur wznosi się dalej, mimo iż miał runąć.
Runie zaś dopiero wtedy, gdy nikt nie zechce go zburzyć.
niedziela, 7 lutego 2021
VIVA LA ANIMA
Krzycząca duszo,
Zakleszczona w ramy objęciach
Myślą i listwą zbudowanej,
Wychylże się
Popatrz
Utoń
W zachwycie
Nad padołem dziwów stworzonych,
Lecz niepoznanych
Dzieci weselą się, choć i trudzą
Dorośli mali, w agonii klnąc bezgłośnie
We mgle biegają, prędko się nie obudzą
Po omacku błądząc w słodko-cierpkim śnie
Myśli (nie)zliczone
Mnożone bez ustanku
W śmiechu serdecznym rozproszone zostaną
Tako jak słońce
Widnokręgiem pnie się o poranku
Krainę cienia opuszczając,
A obietnicę beztrwożnego powrotu doń
Na wiatr rzucając
On w tany porwie ją
Wczas wojaży podniebnych,
Ukołysze czule,
Przytuli i odegna precz,
Lecz nie zgubi jej.
środa, 3 lutego 2021
KOZIOROŻEC (CAPRICORNIS, MAKARA RASHI)
Całkiem duże to to, pokryte sierścią, w której zdążyły już zalęgnąć się wszy, na dodatek śmierdzi, jest opryskliwe (dosłownie!), a w przypływie wrogości może nadziać na kręte poroże zaczepiającego go (i zbyt pewnego siebie) delikwenta jak szaszłyk na rożen. Zasadniczo punktów dodatnich jego prezencji przydaje mu odległość - im większy dystans dzieli go od spozierającego nań, tym sylwetka parzystorogiego draba wydaje się podglądającemu powabniejsza. A ponieważ warunki siedliskowe bezpruderyjnie sarkającego indywidualisty w przeważającej mierze skutecznie odbierają ochotę co bardziej wścibskim na międzyskalne wojaże, na ogół cieszy się on tak pożądanym, niezmąconym wszelkim zgiełkiem spokojem.
Voila! - poznajcie Koziorożca.
Część gwiazdozbioru Koziorożca, skatalogowanego w II wieku n.e. przez nikogo innego jak Ptolemeusza, jako dziesiąty w kolejności, kardynalny znak zodiaku, mości sobie swoje miejsce na nieboskłonie pomiędzy kipiącym entuzjazmem Strzelcem, a przejawiającym rewolucjonistyczne zapędy Wodnikiem. Przypisanym mu żywiołem jest ziemia (sans. prithvi), zaś władającą nim planetą okolony pasmem pierścieni Saturn.
To tyle, jeśli idzie o krótką i zwięzłą astrologiczną faktografię, którą spotkać można w co przeciętniejszych almanachach. My jednak nie poprzestaniemy na tym, nie zadowalając się tak skromną porcją wiedzy. Sięgniemy więc znacznie głębiej, nurkując w odmętach historii starożytnych cywilizacji, a także z kagankiem w kurczowo zaciśniętej dłoni i duszą na ramieniu błądząc
w mrokach opustoszałych świątyń, by rzucić nieco światła na skrytego w cieniu pokrakę.
I przekonać się, że wcale nie taki diabeł straszny, jak go malują.
KOZIOŁ NA RZEŹ PRZEZNACZONY
Przez wieki znak Koziorożca ewoluował jako symbol jednako prawnego strukturalizmu i represywnych norm społecznych, jak również satanizmu i szeroko pojętego okultyzmu. Zaczęło się od starożytnych Sumerów i Chaldejczyków, którzy zaobserwowaną na firmamencie konstelację ochrzcili mianem Suhur-mash-ha, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „Rybokoźlę”. Tę wykoncypowaną figurę zwierzęcego wybryku natury (notabene nie jedyną w zodiakalnym panteonie z czasów antycznych) zapożyczyli z tamtejszych stron Grecy, na potrzeby swojej mitologii tworząc postać Pana (którego italski odpowiednik to Faun lub Silvanus), bożka zrodzonego z nimfy Dryope, płodzicielem którego był złotousty „listonosz” bogów - Hermes. Legenda głosi, że wskoczył do rzeki, chcąc czmychnąć przed przypuszczającym szturm na Olimp Tyfonem, zdoławszy jednak przemienić się w rybę tylko połowicznie, wskutek czego zyskał jedynie płetwiasty ogon (stąd nazwa najkraśniejszej w tejże konstelacji gwiazdy Deneb Algiedi (Delta Capricornis) - „ogon kozła”).
Pamiętacie sympatycznego, acz nieco fajtłapowatego fauna Tumnusa - pierwszą istotę, jaką spotkała Łucja po przedostaniu się do Narnii na łamach powieści C.S. Lewisa? Wizerunek Pana jako zamkniętego w sobie tchórzliwca, konspiratora i krętacza pozującego na mężnego i nieustraszonego, ale też i jegomościa skłonnego do wyrzeczeń i poświęceń, utrwaliła się w zbiorowej świadomości społeczeństw. Po dziś dzień obowiązuje popularne powiedzenie „kozioł ofiarny”, przypięte jako „łatka” do osoby wyalienowanej i jednocześnie będącej obiektem drwin i docinek (innymi słowy tzw. popychadła). Wywodzi ono swe korzenie także z tradycji muzułmańskiej, gdzie składanie rytualnych ofiar z koźlęcia jest także i dzisiaj powszechnie stosowaną praktyką.
Głowa kozła (Lucyfera/Bafometa) wpisana jest w odwrócony pentagram (gwiazdę pięcioramienną, tj. planetę Wenus, na kartach Księgi Izajasza nazywaną „jutrzenką” lub „gwiazdą zaranną/wieczorną”; stąd łac. lux ferre, czyli „niosący światło”), będący z kolei zarówno okultystyczną wariacją tzw. mandali totalnej (czyli obrazu fizykalnych proporcji ludzkiego ciała wedle projektów Leonardo da Vinciego, zatytułowanego człowiek witruwiański), jak i wypaczeniem obrazu krzyża przyjętego przez chrześcijaństwo za totemistyczny symbol męczeńskiej śmierci Jezusa. Motyw ten, pod postacią miecza obrazoburczo wetkniętego między obie małżowiny przekłute strzałą, wykorzystał w swym tryptyku „Sąd ostateczny” niderlandzki malarz doby późnego gotyku - Hieronimus Bosch; zdaniem wielu historyków sztuki i teologów odnosi się on do wzgardy wobec biblijnych słów Jezusa („kto ma uszy, niechaj słucha[…]”) za sprawą swego fallicznego kształtu, łudząco przywodzącego na myśl penisa (należy tu także zważyć na nastroje społeczne epoki kształtujące ówczesne trendy kulturowe, jak również fakt, iż z pewnością nie umknęły one uwadze artysty).
Bafometanizm, którego powstanie jako kultu ustanowionego przez nadsekwańskich templariuszy datuje się na początek XIV wieku, to kolejny twór alegorycznie odwzorowujący archetyp znaku Koziorożca. Synkretyczne bóstwo (Bafometa, z arab. Abufihamet, czyli „Ojciec Zrozumienia” lub według klucza kabały (hebr. atbasz) Sophia - łac. „Mądrość”) przedstawiano jako siedzącą na ziemskim globie postać z głową kozła, o nagim ciele młodej kobiety wyposażonej w owłosione nogi zakończone kopytami. Na tle jej roznegliżowanego łona piął się kaduceusz jako symbol uświadomienia istoty dualnej natury świata zmysłowego (łac. solve et coagula - w wolnym tłumaczeniu „złączyć to, co podzielone”, na co wskazywały odpowiednio prawa i lewa dłoń poczwary („[…] i oddzielił światło od ciemności”).
Co to tak naprawdę znaczy? I tu wyjaśnienie: już nauki Patańdżalego (czego dowiodły współczesna medycyna i neurokognitywistyka) mówią o połączeniach nerwowych między obiema półkulami mózgu a przednimi kończynami - i tak półkula lewa (sans. ida - energia lunarna, żeńska, tj. analityczność, kalkulacja, skrupulantyzm) zawiaduje dłonią prawą, natomiast półkula prawa (sans. pingala - energia solarna, męska, tj. kreacja, niezależność, bezinteresowność, dobroczynność, wspomożycielstwo) sprzyja lewej dłoni („niech jedna dłoń nie wie, co czyni druga (gdy dajecie jałmużnę)” - z nowotestamentowego „Głoszenia na Górze”). Istotnym jest, iż tutaj także, podobnie jak w jogicznym systemie centrów energetycznych człowieka, występuje czakra korony, czyli tzw. trzecie oko - w tym przypadku jako gwiazda pięcioramienna właśnie (co ciekawe, w gwiazdozbiorze Koziorożca występuje gwiazda Oculus (Pi Capricornis); i tu znów przychodzi nam z pomocą słownik łaciński, gdyż oculus to po prostu „oko”, natomiast occulto to „tajność” lub „zasłonięcie”/”zaciemnienie”, co dobitnie oddaje charakter działań parających się „magią” loży wolnomularskich). Ku potwierdzeniu oddajmy jeszcze raz głos niejasnej(!) na pierwszy rzut oka symbolice: palce prawej dłoni Bafometa wskazują na Biały Półksiężyc, zaś dłoń lewa wędruje ku jego przeciwieństwu (Czarny Półksiężyc, według kabalistyki żydowskiej, utożsamiany jest z demoniczną Lilth, a więc pierwszą żoną biblijnego Adama). Lilith, obok choćby Chirona, figuruje na liście pośrednio znaczących sygnifikacji astrologicznych, a jej charakter bodaj najtrafniej określa słowo „rozjątrzenie” lub „rozgrzebanie” - podczas gdy energetyka Chirona nazywana jest tą z gruntu „leczniczą”.
OJCZE CZASU, WYSTĄP!
W koziorożcowym domicylu zasiada powściągliwy i nieubłagany Saturn, i to jemu poświęcimy na kartach tego wpisu najwięcej uwagi.
Helleńska opowieść z zamierzchłych czasów opowiada o tytanie Kronosie, synu Gai (Ziemia) i Uranosa (Niebo), który, poślubiwszy swą siostrę Reę, płodził z nią kolejne dzieci o niezwykłych umiejętnościach i darach - przyszłych rezydentów Olimpu, po czym je pożerał, jedno po drugim. Najmłodsze z nich, Zeusa, uratowała jego matka, podając swojemu mężowi owinięty w chustę kamień. Wygłodniały, ogarnięty strachem przed utratą tronu „Ojciec Czasu” połknął głaz, a Zeus, podług rad swej rodzicielki obmyślił fortel, dzięki któremu zajął miejsce „troskliwego” tatusia.
Szczypta etymologii: Sat, jako pierwszy człon nazwy szóstej w kolejności od Słońca planety, oznacza „prawdę” (w numerologii liczba "sześć" to władza nad materią, a jako trzykrotnie powielona znana jest jako znamię "Bestii" ("króla tego świata") pojawiającej się w Apokalipsie Jana); drugi pochodzi od słowa "urna", "dzban" (stąd starożytni przypisali Saturnowi władztwo w znaku Wodnika). W urnie składa się zazwyczaj prochy (po dziś dzień) lub fragmenty ciała i organy wewnętrzne (praktyka poprzedzająca mumifikację w starożytnym Egipcie), więc kulturowo figuruje ona jako symbol doczesności, natomiast przeznaczeniem dzbana jest przechowywać i dystrybuować wodę lub jakikolwiek inny płyn (stąd konotacje porównawcze z przemianą duchową, rewolucją tak indywidualną (intelektualną), jak i społeczną (gremialną)).
Saturn, wraz z tzw. punktem fortuny, stanowi energetyczną emanację podstawowych praw rządzących ziemskim wymiarem materialnym. Jako zawiadujący żywiołem ziemi, „Władca pierścieni” jest personifikacją antropomorficznych tworów mających zapewniać ład i porządek - tj. hierarchiczności, systemów politycznych (w tym także etycznych i religijnych), kodeksów prawnych i sądownictwa, bankowości i monetaryzmu, strukturalizmu, konserwatyzmu i tradycjonalizmu (oraz urbanizacji i postępowości, związane jednak ściślej z wyższą oktawą archetypowych cech Saturna reprezentowaną przez Urana).
W Jyotishy Saturn nosi miano Śhani (z sans. "powolny", "niespieszny") lub Kurma(po prostu "żółw", lub też "ciemiężyciel"). Symbolika ta ma swoje odzwierciedlenie również w astrologii chińskiej - wąż (energia kundalini) oplata żółwia (Saturn), co oznacza tak przyrodzoną możność sprawowania kontroli nad przywiązaniem do spraw doczesnych, jak i obietnicę wyrwania z "kołowrotu żywota", tj. ponownych narodzin i ponownej śmierci (sans. Samsara).
Natura naszych nierozpoznanych dążeń (tak krótko-, jak i dalekosiężnych), takich jak pragnienie posiadania własnego domu, stabilności materialnej i bogactwa przytłaczającego swym zawstydzającym innych ogromem, zazwyczaj okazuje się być zamaskowaną formą rozrośniętego do gargantuicznych rozmiarów instynktu przetrwania. Wyrastają one z naszych biologicznie uwarunkowanych lęków przed (często słusznie) kojarzonymi z opresją ograniczeniami, zmiennością świata (w tym także z perspektywą nieuchronnie zbliżającej się śmierci) i biedą, nielicującą ze śmiałymi wyobrażeniami o ludzkiej potędze, której szczyt zdaje się nie sięgać poza bramy doczesności. Energia Saturna to tak naprawdę manifestacja naszych pragnień związanych z przekształcaniem i eksploatacją świata fizycznego, które wpierw zostaną nadgryzione zębem czasu, a koniec końców zniszczone - zarówno one same, jak i ich dotychczasowe owoce. Wiedza, która z tego procesu pochodzi i dostępna jest człowieczemu poznaniu, mówi o wolności od jakichkolwiek przywiązań, czyli braku potrzeby identyfikacji swego istnienia i jego znaczenia od wszystkiego, co umysł postrzega jako „ja”. Nie oznacza to wcale pozbycia się "ja", lecz pozwolenia na odejście jedynie wyobrażeniu o tym "ja", które to wyobrażenie istnieje dzięki wyżej wspomnianej identyfikacji.
POROŻA W PEŁNEJ KRASIE - GDZIEŻ ICH SZUKAĆ?
Na ogół pierwszorzędnymi cechami archetypowego Koziorożca są samowystarczalność, samotnictwo, dyscyplina (samodyscyplina), ambicja (nierzadko przechodząca w żądzę), odpowiedzialność, obowiązkowość oraz wytrwałość. Ponadto narzucanie sobie i innym długofalowych planów, trzymanie się zasad i idei, nie-folgowanie sobie, „nie-pieszczenie się” ze sobą, (nie)zdrowy konserwatyzm, czyli zawierzanie sprawdzonym, tradycjonalistycznym wzorcom, a także nienaganny zmysł praktyczny. Zapatrywania na świat obywatela astralnego domu dziesiątego wiążą się z jego pragnieniem „usadzenia się” w społeczeństwie (Koziorożec to w końcu znak kardynalny żeński, reprezentujący energię yang), karierą zawodową i prestiżem. Capricornus, jako kosmogramowy znak solarny, przyjmuje postawę: "skoro już ktoś musi się tego podjąć, to niech to będę ja" - i skutkiem tego chętnie nakłada na siebie obowiązki, w tym także powinności kierownicze, związane z odpowiedzialnością za innych i przed innymi (przebywając w którymś z pozostałych domów tworzących tzw. krzyż kadentny - czwartym, ewentualnie siódmym), lecz wobec najbliższych jest nieugięty i ostentacyjnie oschły; nie grzeszy też fantazją ani wyobraźnią (konsekwencje niezbyt udanych relacji z Wenus oraz natalnych posiaduch w alkierzu pod numerem piątym). Zazwyczaj bezproblemowo i naturalnie wpasowuje się w społeczne hierarchie, bez mrugnięcia okiem akceptując zasady i cele przyjmowane i obwiązujące w grupie, do której przynależy (no chyba, że kombinujący Uran zarządzi inaczej). Takie zachowanie jest przeciwieństwem postawy buntownika - Koziorożec będzie dążył do poprawy swojej pozycji dzięki umiejętnemu wykorzystaniu tego, co w danych warunkach akurat jest dlań dostępne, nie poważając się na negowanie i torpedowanie implikujące drastyczne zmiany (stąd jak ognia unika kontaktu z „wodnikową” matrycą jedenastą). Typowa dla Koziorożca (w jego wariancie słonecznym) jest droga „karierowicza”: od skromnej pozycji startowej aż do najwyżej usytuowanych stanowisk i bogactwa.
Osoby niepodzielające jego poglądów i sposobu bycia ma z zasady za głupców i istoty niepoważne, w dodatku grzeszące małostkowością i „posuniętą w latach” infantylnością (co można by określić jako protekcjonalną plutoniczność, zdradzającą domniemane poczucie wyższości nad „zajmującym się nieistotnymi błahostkami motłochem”). Ale ta „koziorożcowa” powaga bywa także zarazem brakiem tak skądinąd przydatnej w przypadku fiaska autoironii oraz dystansu wobec spraw, wokół których orbituje uwaga samego zainteresowanego (do bólu poważny, by nie rzec sposępniały Merkury).
Świat widziany bystrymi oczyma Koziorożca sprawia wrażenie surowego, sprowadzonego do najgrubszych i najbardziej oczywistych relacji: majątek, piastowana władza, stateczna posada, obowiązki wykonywane od „a” do „z”, zasłużone, bo wywalczone własną „krwawicą” wygody, realizm i znacząca powściągliwość w niedorzecznym „porywaniu się z motyką na słońce” (chyba, że lubujący się w podbojach Mars uściśnie dłoń niezawstydzonemu tym gestem Jowiszowi). Charakterystyczne dla (przede wszystkim dla „słonecznego”, lecz nie tylko) Koziorożca jest nawracające lawirowanie między napadami depresyjnymi, a potrzebą utrzymania niezachwianego rygoru codziennych powinności. Wówczas jedynym ratunkiem wydaje się być dlań postępujący pracoholizm, jako ucieczka od poczucia niedowartościowania płynącego z zewnątrz z racji faktycznych dokonań. Na dłuższą metę jednak nie pozwala to mu godzić się z losem, gdyż nie dostrzega, że to właśnie on sam jest sprawcą wydarzeń, które są dlań drzazgą w oku.
Osoby z dominującym Księżycem w Koziorożcu ciągnie „ku dołom”, tzn. życie na łonie materii w jego (tegoż życia) możliwie jak najbardziej surowej postaci, a więc - co rozumie się samo przez się - na wsi, w otoczeniu przyrody w jej nietkniętym człowieczą ingerencją wydaniu. Już na starcie odpadają luksusowe parki narodowe, jak chociażby te pyszniące się na straganowych widokówkach, oddając palmę pierwszeństwa dzikim, nieprzystępnym kniejom. Atrakcyjnymi są dla nich ludzie „od pługa i młotka”, jak również „wiejscy filozofowie” i „miejscowi kretyni”. Tak uosobiony wyrafinowany intelektualizm udaje się na prowincję, by tam właśnie zasięgnąć języka ludu umorusanego znojem dnia powszedniego, po to, ażeby, po prostu - odszukać prawdę o życiu (czy to pod spróchniałym konarem, czy w przepoczwarzającej się gąsienicy najpospolitszej Rusałki).
Krasny satelita wyposaża też go w umiejętność empatycznego wczucia się w potrzeby tzw. prostych ludzi, przy czym może skutkować to uzależnieniem się od ich opinii, uleganiem presji otoczenia i w konsekwencji niemożnością rozwinięcia skrzydeł na miarę wygórowanych ambicji (podobnie jak w przypadku twardo stąpającej po ziemi Panny).
Tak jak dla słonecznej wersji Koziorożca charakterystyczne były nieustępliwość, rygor i twarda jak skała dyscyplina, tak „księżycowemu” Capricornusowi przypisuje się fatalizm. Może być on tak głęboko „wdrukowany”, że rzeczony jegomość nie widzi pojawiających się przed nim alternatyw, nie mogąc sobie wyobrazić własnego życia innym niż takie, jakim je prowadzi. Na widok kogoś zażywającego przyjemności, usatysfakcjonowanego i spełnionego, umysł dotknięty lunarną płaczliwością (i znowuż - konotacje „Panieńskie”, wzmocnione neptunowym westchnieniem) tworzy wówczas projekcję pretendującą do „zaszczytnego” tytułu „Czarnowidztwa Roku” pod jakże chwytliwym tytułem "to nie dla mnie..." - i najczęściej taki ktoś pomija i nie zauważa możliwości jakiegokolwiek ruchu wyprowadzającego go z tego przygnębiającego stanu.
Drugą, na pierwszy rzut oka „jaśniejszą” stroną księżycowego aspektu Koziorożca jest niezapośredniczony stosunek do zastanej rzeczywistości, tj. branie rzeczywistości taką, jaka jest, jako coś koniecznego, ale zarazem w tej swojej konieczności pozytywnego. Przypomina tą ambiwalentną postawą jeszcze niedoświadczone i „niezaprawione w bojach” dziecko, które akceptuje zastany świat takim, jakim on jest, nie oczekując odeń cudów nie z tej ziemi i nie uciekając się do roszczeniowej oceny poprzez porównywanie tego, co wyimaginowane z tym, co faktyczne i namacalne, gdyż zresztą możliwości takiego porównywania są mocno ograniczone, by nie powiedzieć - iluzoryczne. Taki stosunek do napływających z zewnątrz bodźców cechuje też spora doza zaufania, mającego spory potencjał, by nigdy nie upaść - nawet w obliczu co straszniejszych życiowych przygód.
czwartek, 28 stycznia 2021
WODNIK (AQUARIUS, KUMBHA RASHI)
Nawet ci z nas, którzy nieszczególnie zajmują się (a co dopiero fascynują) zagadnieniami astrologicznymi, okiem nieuzbrojonym w szkło powiększające - będące atrybutem dociekliwych - dostrzegają pojawiające się tu i ówdzie całkiem pokaźnych gabarytów wzmianki o „prędko nadchodzącej Erze Wodnika”. Egzaltacja nadciągającą „erą tak długo wyczekiwanej, wytęsknionej równości i należytego ogólnego poszanowania praw człowieka” rozprzestrzenia się z prędkością szerokopasmowego łącza internetowego, królując na pierwszych stronach kolorowej prasy i wszelkiej maści portali, jedynie „niedzielnie” parających się ezoteryką. Przybywa toteż i samozwańczych wieszczów i proroków, którzy pod przykrywką wykonywanych fuch (astrologów, tarocistów, psychologów, tudzież najzwyklejszych redaktorów) głoszą „dobrą nowinę” o „zerwaniu kajdan z nadgarstków przedstawicieli uciskanego społeczeństwa”.
Po cóż jednak to całe przedstawienie, gdzie słowa spływające z ust występujących ociekają słodyczą aż do obrzydzenia?
Cóż. Gdy nie wiadomo o co chodzi, to zapewne chodzi o… pieniądze, oczywiście. I nie inaczej jest właśnie w tym wypadku.
Na Erę Wodnika przyjdzie nam poczekać jeszcze długi czas. A nim owa (nie tak znowuż) wzniosła chwila nastąpi, poszperamy w kartotekach historii świata w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, czy ta zbiorowa ekscytacja ma jakikolwiek głębszy sens, niż tylko napychanie sobie kabzy przez jej hojnych fundatorów.
TA PANTA RHEI, MUNDO
Nim zasiadający na tronie domu jedenastego „Nosiwoda” (z łaciny Aquarius) utożsamiony został przez legiony dwudziestowiecznych badaczy z hulającym w przewodach prądem, z dzbana, który dźwigał na swych barkach (niczym tytan Atlas podtrzymujący ziemski glob), wylewał się wartki strumień wody. Heraklit, jako jeden z pierwszych przedstawicieli greckiej szkoły filozoficznej odkrywających ukryte w świecie fizycznym znaczenie astrologii, widząc w tym procesie metaforę właściwego charakteru wszelkich zjawisk, ukuł znane po dziś dzień powiedzenia „wszystko płynie” oraz „niepodobna to rzecz dwukrotnie wejść do tej samej rzeki”. Co ciekawe, podobny chwyt retoryczny - wedle buddyjskiej przypowieści - zastosował Siddhartha Gautama pouczający swego ucznia Annandę, kiedy to podczas podróży przez leśne ostępy kazał mu raz po raz powracać z naczyniem w dłoniach do biegnącego nieopodal potoku zanieczyszczonego grudami ziemi, po tym jak przebiegały tamtędy ciągnące rydwan konie. Podopieczny, coraz bardziej sfrustrowany upartością mistrza, zdziwił się wielce, gdy, za trzecim już razem podreptawszy pod rzeczułkę, spostrzegł, iż jej wody na powrót stały się krystalicznie przejrzyste.
Podobnie Jezus, jako uosobiony zwiastun nadchodzących zmian, przemienia wodę w najprzedniejsze wino podczas uczty weselnej w Kanie galilejskiej; transsubstancjacja ta dokonuje się w sześciu kamiennych dzbanach, symbolizujących sumaryczną liczbę minionych Er astrologicznych. Emmanuel wybiera dwunastu apostołów i wyposaża ich w narzędzia niezbędne, by stali się „rybakami ludzi”; do Szymona Piotra mówi „nie lękaj się, wypłyń na głębię […]” - bo choć jesteś jak skała („opoka, na której zbuduję mój Kościół”), nie utoniesz (przyp. tłum.). On sam również, przekazując im swe posłannictwo, ukazuje zadanie, jakie otrzymał od Ojca - jest tak Pasterzem, który gromadzi trzodę w Bożej Owczarni, jak Rybakiem, który „łowi ryby do swego dzbana” (tj. natchniony „Świętym Oddechem” kieruje ludzkość ku poznaniu, które gotowa będzie przyjąć - „[…] zostaliśmy przezeń porwani do umiłowania rzeczy niewidzialnych”), a ostatecznie Odkupicielem, składającym swe życie w rękach oprawców w imię przykładu najwyższego samopoświęcenia, ukazując, że wszystko, co ma swój początek, ma też i koniec („Jam jest Alfa i Omega”.
Wodnik, zawiadujący żywiołem powietrza, w starożytnym Egipcie miał swych odpowiedników w figurach boga Shu - pana wiatrów i zwiastuna burzy, oraz Hapiego - naczelnym zarządcy Nilu, przedstawianego jako człowieka z łbem hipopotama. Mitologia grecka wywyższa z kolei Uranosa (Uran; Niebo), któremu jego uciskana (dosłownie) przezeń małżonka, Gaja (Ziemia; Ziemia), odcięła stalowym sierpem przyrodzenie, dając początek separacji przestworzy i ziemskiego sklepienia. Zamierzchłe podania z kraju oliwą i winem płynącego traktują i o Aristajosie, opiekunie sadowników i pasterzy („ja znam owce moje, a one mnie znają”), a także Ganimedesie, którego urzeczony nim Zeus/Jupiter przemienił w orła posługującego na Olimpie, by częstował gości Gromowładnego ambrozją.
Z archetypem Wodnika wiąże się ponadto mit o Prometeuszu, powodowanego współczuciem i wspaniałomyślnością złodzieja boskiego ognia, który zaniósł go ludziom, dotąd skazanym na przebywanie w ciemnościach. W ramach kary, jaką wymierzył mu wściekły nań Zeus, został przykuty łańcuchami do skały, by tam oczekiwać na przylatującego co dzień orła, którego zdaniem było wyszarpywanie wciąż odrastającej wątroby herosa (stąd posadowiona nieopodal gwiazdozbioru „Nosiwody” konstelacja Orła, której najjaśniejszą gwiazdą jest Altair - Alfa Aquila).
Na kartach pism z tak (jak się zdaje na pierwszy rzut oka) od siebie różnych kultur spotykamy opisy wydarzeń łudząco do siebie podobne. I tak, biblijny Noe buduje arkę na polecenie Jahwe i gromadzi na jej pokładzie zwierzęta celem ich ocalenia, podobnie jak bohater sumeryjskiego Eposu o Gilgameszu, Zusiudra, konstruuje łódź podług wskazań litującego się nad nim Enkiego. W tekstach pochodzących z doliny Eufratu i Tygrysu pojawia się również postać Utnapisztima - śmiertelnika z królewskiej rodziny, uratowanego z potopu dzięki nadprzyrodzonej interwencji zstępującej „z niebios”.
I Słowianie mieli cośkolwiek do powiedzenia a propos Wodnika, tą właśnie nazwą chrzcząc umyślonego na niwie ludowych guseł wodolubnego potwora, zamieszkującego wyjątkowo niedostępne i nieprzyjazne mokradła. Wabił on zbłąkanych wędrowców migotliwym światełkiem, po czym konsumował ich ze smakiem w sposób raczej estetycznie wątpliwy; pokraczniejsza wersja ichniejszego monstrum zwana była Utopcem. Wschodnioeuropejskie korzenie ma także helleńska bogini Leto, matka Apolla i Artemidy, pod nadwiślańską szerokością geograficzną czczona niegdyś jako Leila (Lela), patronka wiosennego odrodzenia, ale też i gradowej zawieruchy i zamętu, wokół nóg której krząta się wataha posłusznych jej wilków (w dorocznym cyklu natury to właśnie w miesiącu lutym te dzikie czworonogi łączą się w pary).
W wiekach późniejszych archetyp Wodnika zrównywany był z piractwem, zapewne także z uwagi na mitologiczną figurę Kalipso - nimfy tytanicznego pochodzenia, według prozy Homera więżącej usiłującego powrócić do rodzinnej Itaki Odyseusza. Nie będzie bynajmniej zbytnią przesadą dopatrywać się w tej opowieści semi-saturnicznego aspektu znaku Wodnika, którego to wedle prawideł astrologii starożytnej (także wedyjskiej) oddano we władanie „Ojca Czasu”; imieniem Kalipso został nazwany również jeden z księżyców „Władcy pierścieni”. Uraniczny charakter Wodnika poznany został dzięki zdobyczom astronomii wiele wieków później, i „dziwnym zbiegiem okoliczności” zetknął się niecałe stulecie później ze skądinąd ociekającymi gorącą posoką przemianami ustrojów społecznych na świecie - tak w Ameryce Północnej (wojna secesyjna), jak i w Europie (rewolucja francuska i obalenie rosyjskiego caratu ustępującego komunizmowi).
PLANETY W WODNIKU, A WODNIK W DOMACH
Wodnik to ekstremizmy, skrajności, nieustannie przeciąganie liny; „łącznie przeciwieństw”, jak to ujął Carl Gustav Jung. Niemniej, owe „łączenie” to nie aprioryczne zespalanie, lecz - nazwijmy to - najzwyklejsza inkluzja pozornie kłócących się ze sobą właściwości, charakterystyczna dla całego dualistycznego systemu zodiakalnego, który, jak zostało już wcześniej wyjaśnione, opisuje krąg Samsary, matrycę Nieskończoności.
W świetle racjonalnej argumentacji stroniącej od stronniczości(!) nie ma powodu, by utrzymywać, że którykolwiek z dwunastu znaków miałby stać wyżej od pozostałych. Taka hierarchia nie istnieje. To, co nam, ludziom, się wydaje, jest tym, co stanowi trzpień naszego postrzegania wspartego złudną życzeniowością, ogołoconą z poczucia odpowiedzialności. Ażeby nie popełniać błędów już upatrzonych i wytkniętych, podążymy ścieżką opatrzoną drogowskazami wskazującymi złożony charakter bohatera niniejszego wpisu. I odkryjemy, że jako pełen wywrotowego zapału Nosiwoda , może stać się on także cwanym Mąciwodą.
Naturalnym siedliskiem Wodnika jest rzecz jasna matryca o numerze jedenastym. Domicyl ów zbieżny jest z charakterem numerologicznej „jedenastki”, reprezentującej tak zwaną „wibrację mistrzowską” - predysponującą do pełnienia roli przewodnika, nauczyciela, guru (aspekt jowiszowy). Jednakże konfrontacja jest niewykluczona, a wręcz wielce prawdopodobna, oferując naukę balansu między indywiduacją domagającą się przestrzeni, w której mogłaby zostać wyrażona, a konformizmem osadzonym na potrzebie społecznej akceptacji. Suterena jedenasta to bowiem środowisko wspólnoty, gdzie dominujący jest instynkt stadny, a zacieśnianie więzi plemiennych ma pierwszorzędne znaczenie. Symbolizują to nakszatry Shravana (małżowina uszna; muzykalność, taneczność) i Dhanishta (urna, dzban; komunikacyjny ekstrawertyzm, popularność dzięki skonkretyzowanej promocji idei, populizm, niesienie „dobrej nowiny” i uświadamianie, ale też pozostanie w ukryciu, łączność konspiracyjna; etymologicznie Ur oznacza nazwę mezopotamskiej stolicy, biblijną ojcowiznę Abrahama). Bomba z opóźnionym zapłonem, jak określana jest energetyka rozżarzonego Plutona, podminowuje wyżej wymienione cechy, dając impuls do ich wywleczenia i zastosowania (zwłaszcza odwiedzając natalnie dom dziesiąty, okupowany przezeń do spółki z Wodnikiem właśnie). Jupiterowa ekspansja sprzyja Nosiwodzie pukającemu do wrót zamczyska dziewiątego, zdradzając jego tendencję do lgnięcia do alternatywnych źródeł poznania, podobnie jak stojące przed nim otworem drzwi chałupy pod numerem trzecim, w salonie której może on czuć się jak we własnym domu. Ósma hacjenda przydaje mu zdolności mediumicznych, by zaś nie wejść do siódmej, zapiera się rękami i nogami, „czując pismo nosem” (sławetne w kręgach astrologicznych porzekadło „Co Wodnik, to rozwodnik”). Meldując się w domu czwartym, daje szeroko pojętą swobodę swym pociechom (jeśli takowych się oczywiście doczeka) oraz bliźnim, poczytując za zło konieczne gargantuiczną zażyłość sprzyjającą wzajemnemu wykorzystywaniu z pozoru szczytnych intencji; jego opiekuńczość ma charakter zasadniczo przyjacielski i przeto liberalny, a epizodyczne interwencje pojawiają się pod postacią aktywnej, nierzadko impertynenckiej stymulacji (domykająca znak Nosiwody nakszatra Shatabhisha).
CO NAGLE, TO PO DIABLE MYŚLENIU - CZYLI POSTRONNA POMPATYCZNOŚĆ NIEWSKAZANA
By rozprawić się z gnieżdżącymi się w pstrych umysłach uwiedzionych czytelników niedorzecznymi bajkami, winniśmy przyjrzeć się zjawisku precesji, na temat którego krąży równie wiele najfantastyczniejszych teorii. Której z nich warto zawierzyć (bynajmniej nie ślepo, brrr…), a którą odesłać do lamusa jako niemającą praktycznego zastosowania ciekawostkę historyczną? Uchylmy zatem rąbka tajemnicy.
Cykliczność er astrologicznych i zodiakalnych uzależniona jest od zjawiska precesji osi ziemskiej, w wyniku której występuje „przesuwanie się” (a ściślej „pełznięcie”, bo tak należałoby się wyrazić) północnopółkulowego punktu równonocy wiosennej z jednego gwiazdozbioru/znaku zodiaku do sąsiedniego. Owe „przemieszczanie się” tegoż właśnie punktu o 1 st. ekliptyczny trwa średnio 72 lata; to „średnio” bierze się stąd, że tempo precesji nie jest jednostajne, tak jak i zmienna jest jego wartość.
Szacując dokładne daty rozpoczęcia i zakończenia er astrologicznych/zodiakalnych można odwoływać się odpowiednio tak do całych gwiazdozbiorów, biorąc pod uwagę ich pełną długość ekliptyczną, lub tylko do znaków zodiaku, gdzie umowna długość ekliptyczna każdego z nich wynosi dokładnie trzydzieści stopni (co odpowiada dwóm godzinom zegarowym wedle ziemskiej rachuby czasu). Założenie to automatycznie ukazuje postulowaną równą długość wszystkich dwunastu er zodiakalnych, których suma spina tzw. rok platoński (liczący sobie blisko 26 000 lat; dokładnie lat 25 800). Co ważne, suma obłożonych klamrą er astrologicznych również wynosi tyleż lat - z tą różnicą, że nie każda z tych er zamyka się w tym samym przedziale czasu liczącym sobie 2160 lat (a tyle trwa właśnie każda z er zodiakalnych).
Tradycyjnie inaugurujący zodiak Punkt Barana, od czasów starożytnych traktowany jako punkt równonocy wiosennej (tj. 0 st. znaku Barana - wieńczący „rybią” nakszatrę Revatika - leżący między gwiazdą Revati (Epsilon Piscium), a żółtym olbrzymem o nazwie Alpherg (Eta Piscium), posadowionym w 1 st. 49’ znaku Barana), wciąż „przemieszcza się” względem ekliptyki ruchem przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Klarownym jawi się więc wniosek, iż nastanie kolejnej ery zodiakalnej następuje wraz z chwilą przesunięcia Punktu Barana (0 st. Aries) z jednego znaku zodiaku do znaku kalendarzowo go poprzedzającego. Należy w tym miejscu zaznaczyć, że obecnie ów punkt znajduje się w znaku Ryb (zbliżając się do 5 st. tegoż znaku, pokonawszy już pierwsze dwadzieścia pięć), i (doprawdy) powolutku zmierza w kierunku znaku Wodnika (co tłumaczy choćby zawirowania klimatyczne, z ograniczonej perspektywy psychokinetycznej oceniane jako anomalie).
Z przytoczonych powyżej danych wynika prosty rachunek: mnożąc 72 lata przez 5, otrzymujemy 360 lat, a więc również sumaryczną równowartość stopni całego zodiaku. Wedle tych obliczeń orzec można, że zodiakalna Era Wodnika nastąpi „już” mniej więcej w 2378 r. n.e. Natomiast uwzględniając krańcowe szańce zawieszonych na niebie gwiazdozbiorów, Era Ryb rozpoczęła się w roku 67/68 p.n.e., gdyż właśnie w tym roku punkt równonocy „przesunął się” z gwiazdozbioru Barana do gwiazdozbioru Ryb. Kolejna zmiana konstelacji, czyli „przesunięcie się” punktu równonocy z gwiazdozbioru Ryb do gwiazdozbioru Wodnika, nastąpi więc dopiero w roku 2597 n.e., a zatem nieco ponad dwieście lat później, niż zakładają wyliczenia czynione na podstawie danych z systemu zodiakalnego.
W kontekście niniejszych rozważań pewien kłopot stanowić może mnogość definicji zodiaku gwiazdowego. W tym wypadku chodzi o wartość ayanamshy, czyli różnicy w orbium (stopniach) umownego punktu początkowego zodiaku syderycznego w stosunku do punktu równonocy astronomicznej wyznaczonego wedle prawideł zodiaku tropikalnego. Największe zróżnicowanie wartości ayanamshy w odniesieniu do zachodniej astrologii, gdzie króluje wariacja Fagana/Bradleya, występuje nie tyle w szkołach wschodniego wydania astrologii gwiazdowej (Krishnamurti, Raman, Bhasin, Yukteshwara, Takra, Usha-Shashi, True Chitra, True Mula, True Revatika i bodaj najbardziej znanej z nich - Lahiri), ile w akademiach antycznych (Hipparchos, Aldebaran Ayanamsha), arabskich (Djwhal Khul, Sassanian), a także pozostałych współczesnych (Larry Ely, de Luce). Jednakże obecnie zastosowanie w praktyce znajdują tylko dwie spośród wyżej wymienionych, każda pod swoją szerokością geograficzną: Fagana/Bradleya i Lahiri - i to według ich metodyki opracowuje się dziś m.in. kosmogramy natalne, elekcyjne, horarne i mundalne.
Swoje do powiedzenia w temacie er zodiakalnych i astrologicznych miał też nie kto inny, jak Rudolf Steiner, nieżyjący już ówczesny wtajemniczony, ezoteryk, filozof i twórca nurtu antropozoficznego. Podług jego wskazań każda era zodiakalna trwa 2160 lat, co dowodzi, że liczbę tę podał w odniesieniu do zodiaku stałego, a nie pełnych gwiazdozbiorów. Co więcej, Austriak rozróżniał erę zodiakalną, astrologiczną oraz tzw. erę kulturową, której praktyczne znacznie - jak się okazuje - równa do skali znaczenia ery astrologicznej (choć osobiście nie ośmielam się mniemać, jakoby owe znaczenie było ważniejsze czy jakkolwiek donioślejsze). Według Steinera kulturowa Era Wodnika rozpocznie się dopiero około roku 3573, a trwająca obecnie kulturowa Era Ryb miała swój początek wraz z nastaniem 1414 roku (co zbiegło się z blisko dwustuletnim okresem terroru prześladowczego zainicjowanego przez środowiska klerykalne w średniowiecznej Europie).
NIE TAK PRĘDKO, DRODZY PAŃSTWO
Dla co pojętniejszych adeptów sztuki astrologicznej jest sprawą nie podlegającą dyskusji, iż żaden ze znaków zodiaku nie jest ani „bajecznie cukierkowy” i „cudowny”, ani do cna „przegniły”, zwiastujący nieuchronny kataklizm na podobieństwo dopustu bożego, na który nic nie można poradzić. Przykładowo, takowe podejście charakterystycznym okazuje się dla tzw. myślenia magicznego, a te z kolei wpasowuje się w archetyp zodiakalnych Ryb. Nie znaczy to jednak, że tenże sposób rozumowania, choć przez swą krótkowzroczność i wierność tradycji bywa uwsteczniający, należy jednoznacznie sklasyfikować jako niewskazany i niebezpieczny. Identycznie rzecz ma się z sygnifikacją Wodnika, którego to archetyp reprezentuje potencjalne antynomie w postaci opozycyjnych względem siebie cech. I tak zatem, z inkrustowanej czczymi obietnicami czary popłynąć może (wcale nie tak znów) łagodny strumień gremialnego „uzdrowienia”, w przedstawianym zamyśle mającego dokonać się za sprawą roztaczanej opieki, faktycznie zaś stanowiącej pozór dla nierozpoznanych egotycznych motywów (prostolinijna Wenus wchodząca w koneksje z Plutonem), by po pewnym czasie przybrać na sile i zebrać krwawe żniwo, tak jak każda wybuchowa rewolucja pożera własne dzieci (tętniący żądzą mordu Mars, wybierający się na spacer z przesiadującym w swym domicylu Uranem). To zaś, co zostało zburzone w imię radykalnych postaw promujących ideę wolności, może zostać zastąpione wzniesionymi od podstaw strukturami - jak się później okaże - równie opresyjnymi co te obalone (Jowisz koniunkcyjnie pozdrawiający Saturna). Zachłyśnięcie się swobodą nie musi wcale zapewnić przeciągłej trwałości nowopowstałego systemu, mogąc dla odmiany prowadzić do jego rozprężenia (zafrasowany Merkury, pozornie opuszczający plamę poświaty rzucanej przez pyszniący się na nieboskłonie Księżyc). Pochwała utylitaryzmu, choć wciąż tak wielce niedojrzałego, gdyż zaciekle walczącego ze światopoglądowym konserwatyzmem, obnaży jej rzeczywistą naturę, której zaiste daleko jeszcze do ideowej uczciwości (kłaniający się w pas Neptun, tworzący egzoplanetarne Stellum z Jowiszem i Saturnem).
Ponieważ tenże fizyczny świat, w który zostaliśmy „wrzuceni” (jak ujął to niegdyś Jean Paul Sartre), a który uznaliśmy i uznajemy za pierwszorzędną, gdyż namacalną rzeczywistość, a przeto za swój dom, nie jest odseparowany od wpływów z zewnątrz, podlega nieustannym wymianom energii, manifestującej się w porcjowanych zjawiskowych (fenomenalnych) efemerydach, których my, ludzie, jesteśmy tak adresatami, jak i nadawcami. Z uwagi na liczne zmienne - by wymienić choćby tylko nieznajomość faktograficzną, do bólu niefachową interpretację zastanego (nie)porządku rzeczy, kawalkadę niejasnych przeświadczeń wyłaniających się z pobieżnych oględzin rzeczywistości, jak i panujące nastroje społeczne wywołane polityczno-marketingową propagandą upatrującą w odzewie na jej supozycje rosnący zysk - należy zrozumieć, że świat, w którym żyjemy, jest w ciągłym ruchu, i, podobnie jak my sami, wciąż się zmienia, przeobraża, ewoluuje, podlega transformacjom i modyfikacjom. Powtarzać można to do znudzenia niby staroświecką mantrę, ale fakt jest taki, że nie jesteśmy robotami z zestawem zaimplementowanych cech, którym musimy bezwzględnie się podporządkować, nie mając dlań jakiejkolwiek alternatywy.
poniedziałek, 25 stycznia 2021
UWIERZYĆ, BY WIEDZIEĆ
Od jutrzenki wieku sceptycyzmu filozofowie, uznający samych siebie za głosicieli prawdy dokumentnie obnażonej, uparcie walczą - w sposób mający nie pozostawiać wątpliwości co do ostatecznego celu prowadzenia tejże walki - o wyzwolenie umysłu, domagając się puszczenia z dymem zabobonnych pryncypiów. Jednak, na ich nieszczęście, czego dostrzec - jak się zdaje - nie chcą, przedmiot ich krytycznych badań umacnia się z każdym kolejnym słowem sprzeciwu wobec ludzkiej tępoty, która wkrada się i w ich rzekomo nieskazitelną metodę postrzegania rzeczywistości.
Skądże jednak ten/te paradoks(y)?
Z postępującej scjentyzacji, pragnącej(!) "w uczciwości swojej" i przez wzgląd na "bezpieczeństwo" poznania wyrugować zmysłowość, i odwołującej się tym samym do
zmysłowości.
Z odwoływania się do zmysłowości i „grania” na wrażliwości będącej jej
przejawem, w obronie scjentyzmu, który tak gorliwie opowiada się za zwalczaniem "nienaukowych bzdur".
Z nawoływania do milczenia, jeśli konsekwencją otworzenia ust miałyby stać się przekonania zastępujące (przynajmniej
tymczasowo) dowody uznane za niewystarczające, a następnie z udzielania odpowiedzi opartych na przekonaniach wynikających z tychże dowodów(!).
Z ośmieszania („w służbie nauki”) stawianych hipotez i zasugerowanych możliwych wyjaśnień/rozwiązań za sprawą alegorii
deprecjonujących znaczenie podejmowanego tematu (syndrom skrzydlatej wróżki-zębuszki znalezionej w kwiecie tulipana wciąż żywy).
Zaufać sobie i jednocześnie nie zwątpić w świat - arcytrudna to sztuka.
***
środa, 20 stycznia 2021
SŁOWNIK BLOGOWY - CZYLI TERMINY, POJĘCIA I INNE "POTWORKI"
* Samsara - z sans. „kołowrót życia”, „krąg życia”; termin odpowiadający powtarzalnemu cyklowi narodzin i śmierci (tj. wielorazowej inkarnacji), obrazowany na mocy alegorycznego znaczenia figury węża pożerającego własny ogon (oznaczającego krążącą bez ustanku energię kundalini, „zakleszczoną” w sidłach czasu)
* retrogradacja - pozorny obrotowy ruch wsteczny planety, którego konsekwencją jest „wygaszony” zewnętrzny wpływ energetyki ciała niebieskiego, którego retrogradacja dotyczy; przejawia się pod postacią zmarginalizowanego lub odwleczonego w czasie znaczenia planety dla charakterologicznego całokształtu kosmogramu natalnego; retrogradacja dotyczy również węzłów księżycowych, choć akurat tutaj określa ona ich naturalny charakter, a nie - tak jak ma to miejsce w przypadku planet - odstępstwo odeń
* synastria - zestawienie porównawcze dwóch lub więcej kosmogramów, ukazujące korelacje ciał niebieskich pod kątem ich [tychże planet] indywidualnych jakości oraz tworzonych przez nie wzajemnych aspektów, układów i figur planetarnych; synastrie dotyczą najczęściej relacji partnerskich, choć mogą odnosić się również do osób spokrewnionych, a także zarówno minionych, jak i nadchodzących wydarzeń
* grawitowanie karmiczne - inaczej przyciąganie energetyczne, dotyczące relacji bezpośrednio personalnych, a także pokoleniowych, związane z posiadaniem zbieżnego inkarnacyjnego bagażu doświadczeń; wyjaśnia na głębszym poziomie tzw. prawo przyciągania, dochodząc przyczyn wspólnotowego orbitowania wokół idei, zamysłów, pragnień i celów
* maya/maghamaya - z sans. „iluzja”/”wielka iluzja”; termin orzekający o charakterze świata mikro i makro, wskazujący na niebezpieczeństwa płynące z identyfikacji istoty jestestwa z pakietem (wkomponowanym, zaimplementowanym i/lub samodzielnie skonstruowanym) wyobrażeń o świecie, co uniemożliwiać może świadomą kreację tegoż świata. Przesłanie rzeczonego pojęcia można zawrzeć w zdaniu: „świat nie jest tym, czym się wydaje”; co ciekawe, maya, jako zwerbalizowany konstrukt myślowy, będąc nierozpoznaną - a przez to więc niezrozumianą - sama w sobie także jest złudzeniem.
* domicyl - określenie pozycji planety przebywającej w znaku swego władztwa (czyli np. Saturna w Koziorożcu, Słońca w Lwie, Wenus w Byku, itd.; patrz: pramudita avashta)
* Atman - z sans. dusza człowiecza, jako subtelna, eteryczna emanacja Absolutu - jednakowoż wyjściowo uboższa, oddzielona od Źródła poprzez „wrzucenie jej w świat”; Jyotisha wyróżnia: Jevaatma (dusza nienasycona światem materialnym, „przyszpilona” do Prakrti) i Devaatma (dusza przebudzona, wyzbyta z przywiązań wobec rzeczy i zjawisk przemijalnych, zbliżająca się do Boga)
* Brahman - z sans. Dusza Najwyższa, Absolut, którego poszukuje i do ponownego zjednoczenia z którym dąży Atman; z łac. Corpus Supremum, tj. „Ciało Najwyższe”, wszechobecne i wszechprzenikające
* Rahu - z sans. „smocza głowa”; węzeł księżycowy północy
* Ketu - z sans. „smoczy ogon”; węzeł księżycowy południowy
* kundalini - z sans. „energia życia”, „energia witalna”, przyrodzona każdemu człowiekowi na mocy prawa Absolutu, pnąca się wzdłuż kręgosłupa od czakry podstawy (Muladhara), przez czakrę splotu słonecznego (Schuschummna), aż do czakry korony (Ajna); jej najprymitywniejszym wyrazem jest energia seksualna, kanalizująca popędy w służbie instynktu przetrwania i zachowania gatunku
* dominanta - wedle prawideł astrologicznego systemu ptolemejskiego i placydyjskiego (a także wedyjskiego) planeta, którą w analizie danego kosmogramu natalnego można wyróżnić jako wiodącą dzięki ocenie jej sumarycznej jakości. Tę sumaryczną jakość planety określa się na podstawie: punktu jej położenia w znaku zodiaku i domu astralnym, charakteru jej ruchu po ekliptyce oraz charakteru związków (układów i aspektów), jakie tworzy z innymi planetami. Dominant w takim kosmogramie może być kilka.
* kopa avashta/astagamtha - z sans. „spalona” planeta (tj. będąca w ścisłej koniunkcji ze Słońcem), której wpływ zewnętrzny został zmarginalizowany, przetransformowany lub zniszczony - efekt zależny jest od kombinacji ścierających się żywiołów. Nierzadko, jako fragmentaryczna blokada potencjału, bywa pośrednim powodem niepowodzeń w danej dziedzinie, rodząc napięcia i wzmagając frustrację (np. spopielona elekcyjna Wenus w domu V lub VII); może przyczynić się do przewartościowania sposobu życia, a w konsekwencji doprowadzić do diametralnej transformacji duchowej.
* vikala avashta - z sans. określenie jakościowej kondycji planety przebywającej na wygnaniu (a więc w znaku opozycyjnym względem swojego macierzystego sygnifikatora - np. Neptun natalnie rezydujący w Pannie); skutkuje ujarzmieniem energii danego ciała niebieskiego, a w konsekwencji jej skoncentrowaniem lub wyparciem; występuje tak w kosmogramach urodzeniowych, jak i horoskopowych zestawieniach periodycznych i efemerydalnych (patrz: Mahadasha i Antardasha)
* debilitacja - określenie jakościowej kondycji planety będącej w upadku, co w tym wypadku wskazuje jej pozycja w znaku niekompatybilnym względem niej wedle przypisanych im (planecie i znakowi) żywiołów (np. Mars w Raku); dotyczy zwłaszcza tzw. planet osobistych (personalnych)
* pramudita avashta - z sans. planeta w egzaltacji, tj. przebywająca w znaku swego władztwa (patrz w: domicyl)
* egzaltacja - określenie jakościowej kondycji planety, w tym wypadku znajdującej się w znaku albo swego władztwa (patrz: pramudita avashta), albo przynajmniej
w odpowiadającym jej pod względem przypisanych im (planecie i znakowi) żywiołów (np. Słońce w Strzelcu); dotyczy zwłaszcza tzw. planet osobistych (personalnych)
* Atmakaraka - z sans. władca horoskopu natalnego (choć pojawia się również i zmienia w kolejnych szesnastu podstawowych dywizjach kosmogramu urodzeniowego opracowanego wg zodiaku syderycznego, tzw. kundali vargas); jako wiodący spośród ośmiu głównych indywidualnych sygnifikatorów planetarnych (tzw. węzłów duszy) określa charakter duszy inkarnującej, przybliżając jej cele i zadania do wykonania w bieżącym wcieleniu
* ashtava varga - z sans. kondycja indywidualnego potencjału jednostki, ukazująca się w zestawieniach synastrycznych kosmogramu natalnego i opartych na nim dywizji; ocena ogólna kosmogramu natalnego
* Judha Grahas - z sans. „wojna planetarna”; dotyczy ścisłej koniunkcji antagonistycznych względem siebie planet; występuje w kosmogramach natalnych i horoskopach elekcyjnych
* Śubhapati - z sans. dyspozytor planetarny (tj. władca) znaku, w którym przebywa (natalnie bądź periodycznie) księżyc
* Lagna - z sans. ascendant
* Arudha Lagna - z sans. znak przebywający w domu dziesiątym, którego wierzchołek wyznacza północny punkt osi Immum –> Medium Coeli (dotyczy kosmogramu urodzeniowego)
* Paka Lagna - znak, w którym znajduje się dyspozytor planetarny (tj. władca) znaku figurującego jako ascendant (dotyczy kosmogramu urodzeniowego)
* Paka Lagnesha - dyspozytor planetarny (tj. władca) znaku, w którym przebywa władca znaku figurującego jako ascendant (dotyczy kosmogramu urodzeniowego)
* yuti - z sans. koniunkcja
* karaka - z sans. sygnifikator (najczęściej jako planeta)
* drishti - z sans. „wnikliwy wgląd”; odnosi się do analitycznej precyzji badań nad kondycją planet w znakach (czym zazwyczaj z grubsza zajmuje się astrologia zachodnia), a także znaków w domach astralnych, co dla odmiany z właściwą sobie skrupulatnością roztrząsa Jyotisha (dopuszczając minimalne orbium (tj. różnicę kątową) 0,5 minuty kątowej)
* bhava - z sans. sektor/matryca/dom astralny; wyróżnia się ich dwanaście, tyle samo co znaków zodiakalnych
* Śubhakartari - z sans. sytuacja, gdy w danym znaku zodiaku aktualnie rezyduje grupa planet ukazujących się w rzeczonym kosmogramie/horoskopie jako benefiki; i tutaj ważna uwaga: taką kumulacją może być Stellum, lecz Stellum wcale nie musi składać się z planet niosących pozytywne jakości
* Paphakartari - z sans. sytuacja, gdy dany znak zodiaku oblegany jest przez liczną grupę planet ukazujących się w rzeczonym kosmogramie/horoskopie jako malefiki; podobnie jak w przypadku Śubhakartari, takowe nagromadzenie ciał niebieskich może występować jako Stellum, jednak Stellum nie musi oznaczać wysoko liczebnej delegacji planet wyrażających negatywne jakości
* Grahas - z sans. planety
* kundali varga - z sans. horoskop dywizyjny, będący wariacją (rozszerzeniem) znaczenia figuracji sygnatur zodiakalnych w domach astralnych w kosmogramie natalnym
* dyrekcja - planeta poruszająca się swym zwyczajnym ruchem prostym, periodycznie górująca w danym znaku zodiaku
* elekcja - planeta periodycznie wstępująca w dany znak zodiaku; może dotyczyć planety „królującej” (tj. wkraczającej do znaku swego władztwa), choć niekoniecznie
* progresja - zjawisko chroniczne, wskazujące skoncentrowaną i postępującą jakość wpływu energetyki ciała niebieskiego, którego owe zjawisko dotyczy. Wpływ ten rozpatrywany jest jako bezpośrednio indywidualny w świetle natury horoskopu progresywnego badanej osoby, będąc ściśle związanym z dokładnym punktem położenia danej planety (patrz: symbole sabiańskie).
* tranzyt - podobnie jak w przypadku progresji zjawisko chroniczne, z tą różnicą jednak, że dotyczące prawdopodobnych skutków ogólnych wynikających z tegoż zjawiska; odnosi się przede wszystkim do planet aspektujących (tzw. dyspozytorów), nie zaś aspektowanych (a więc podległych dyspozytorom).
* cykl planetarny - innymi słowy okres obiegowy planety po ekliptyce, zgodny z jej orbitalnym ruchem obiegowym wokół Słońca.
* dyspozytor planetarny - czyli władca danego znaku zodiaku (niekoniecznie jednak przebywający w tym konkretnym znaku), „mający w swojej pieczy” sąsiadujące planety, podległe mu z uwagi na swą niższą względem niego jakość - faktyczną (naturalną, tj. taką, jaką posiadają będąc akurat w swoim domicylu) lub kondycyjną (periodyczną, tj. taką, jaką posiadają przebywając w znaku względem siebie kompatybilnym lub niekompatybilnym (pod kątem patronującego im - planecie i znakowi - żywiołu)); patrz: derywacja
* Stellum - jedna z figur planetarnych, tworzona przez minimum trzy planety przebywające blisko siebie (tj. będące w ścisłej bądź średniej koniunkcji wzajemnej) w jednym znaku zodiaku
* kendra bhava - z sans. domy (astralne) kardynalne (tj. I, IV, VII, X)
* panaphara bhava - z sans. domy (astralne) stałe (tj. II, V, VIII, XI)
* apoklima bhava - z sans. domy (astralne) mieszane (tj. III, VI, IX, XII)
* derywacja - czyli innymi słowy wymienność opozycyjna, tzn., że planeta znajduje się w znaku przeciwległym względem tego, którym włada (np. Merkury w Strzelcu, a Jowisz w Bliźniętach); może oznaczać jej egzaltację (patrz: pramudita avashta) lub wygnanie (patrz: vikala avashta); dotyczy również porównawczo transferowego położenia wierzchołków obu osi (tak Ascendant –> Descendant, jak Immum –> Medium Coeli), tłumacząc choćby dziedziczność cech psychofizycznych, a także konwergencję celów inkarnacyjnych na linii dziecko-rodzice (dla przykładu: znak słoneczny dziecka figuruje jako ascendant jego matki, a znak księżycowy jako znak słoneczny jego ojca)
* rektyfikacja - domniemany - na podstawie dotychczas nabytej wiedzy, intuicji i skompilowanych szczątkowych danych osobowych - wygląd indywidualnego kosmogramu urodzeniowego (lub horoskopu elekcyjnego); sporządzany zazwyczaj w celu sprawdzenia korelacji synastrycznych w obrębie członków rodziny i osób najbliższych, prawdopodobnie powiązanych karmicznie; nierzadko zwiera derywacje transpersonalne
* Ascendant - punkt wschodu Słońca na ekliptyce w kosmogramie natalnym; także wierzchołek astralnego domu pierwszego (matrycy ego - domicylu Barana); ukazuje wiodące cechy fenotypiczne człowieka, którego dany kosmogram dotyczy - tak dziedziczone genetycznie, jak uwarunkowane prenatalnie i postnatalnie, tj. środowiskowo (budowa i kształt ciała, kolor oczu i włosów, defekty, skazy, itp.)
* Descendant - przeciwległy Ascendantowi punkt zachodu Słońca na ekliptyce; wyznacza wierzchołek astralnego domu siódmego (matrycy partnerstwa, związków i relacji formalnych - domicylu Wagi)
* benefiki i malefiki - czyli archetypowy i upraszczający dualizm , dzielący planety na dobroczynne i złowrogie: tradycyjnie do tych pierwszych zalicza się tzw. planety osobiste (tj. Wenus i Jowisza; wyjątkiem jest tu Mars, etykietowany jako malefik), do tych drugich zaś Saturna i wszystkie spośród transsaturników; co ciekawe, planetą neutralną pozostaje Merkury, nieprzypisywany do żadnej z obu kategorii. U wielu spośród miłośników astrologii (szczególnie tyczy się to laików) panuje błędne przekonanie (powodowane wytłumaczalną psychologicznie reakcyjną życzeniowością), jakoby natura zarówno beneficzna, jak i maleficzna, kategorycznie dana była poszczególnym planetom, bez względu na ich kondycyjną jakość objawiającą się na płaszczyźnie indywidualnego kosmogramu. Nie jest to prawdą. Planetę można opatrzyć mianem benefika (lub malefika) na podstawie całokształtu jej charakteru, a ten możliwy jest do nakreślenia dzięki takim zmiennym, jak kondycja jakościowa tegoż ciała niebieskiego (determinowana jego położeniem w danym znaku i domu) oraz aspekty i układy, jakie tworzy wraz z innymi planetami.
* transsaturniki - wszystkie planety znajdujące się dalej od Saturna, a więc Uran i Neptun, a także (karłowaty) Pluton; reprezentują wyższe oktawy (a więc i opozycje) archetypowych cech kardynalnych Ojca Czasu: rewolucyjność burząca skostniałe struktury (Uran), wyrwany z przytłaczającego uziemienia personalny idealizm (Neptun) oraz zdecydowaną aktywność w miejsce stagnacji (Pluton); z uwagi na liczoną wedle ziemskiej rachuby czasu długość okresów obiegowych wokół Słońca zwane również „planetami transpersonalnymi” (pokoleniowymi); w niektórych szkołach astrologii (także wschodnich, m.in. Lahiri) określane mianem „ambasadorów galaktyki”
* koniunkcja - aspekt dotyczący dwóch (lub więcej, w przypadku Stellum) planet; wyróżnia się koniunkcje ścisłe (od 0 do 5 stopni kątowych różnicy) i średnie (maks. do 10 stopni kątowych); niekiedy związku między planetami wyrażonego dziesięciostopniową różnicą kątową nie uznaje się za koniunkcję, orzekając, że odległość ta jest jak na nią zbyt duża; patrz: yuti
* nakshatra (nakszatra) - z sans. „dzierżący władzę”; w astrologii wedyjskiej (patrz: Jyotisha) rezydencja księżycowa, określająca dokładny sektor położenia naturalnego ziemskiego satelity w indywidualnym kosmogramie natalnym, choć rozpatruje się także położenie planet w nakszatrach ; tradycyjnie uwzględniana w zodiaku syderycznym (gwiazdowym, patrz: Ayanamsa), zdecydowanie rzadziej stosowana w oparciu o zodiak radix (tropikalny) - najprawdopodobniej z uwagi na rozbieżności precesyjne.
Klasycznie wyróżnia się dwadzieścia siedem nakszatr, z dodatkową dwudziestą ósmą (Abhijit, z sans. „zwycięska”, „niepokonana”; oznacza gwiazdę Vega (Alfa Lyrae)), przez którą ciała niebieskie przechodzą w latach przestępnych.
* tattvas - z sans. żywioły, inaczej jakości, przypisane zarówno planetom, jak i znakom zodiaku; astrologia zachodnia (zgodnie z systemami ptolemejskim i placydyjskim) podaje naturalnie występujące we wszechświecie fizycznym cztery podstawowe żywioły, stosując ich różnicowanie podług dwóch grup, z których każda zawiera po dwie wzajemnie uzupełniające się jakości: męskich (apollińskich, fallicznych; yin) oraz żeńskich (dionizyjskich, jonicznych; yang) - do pierwszej zaliczają się ogień (agni/tejas) i powietrze (vaju), w skład drugiej z kolei wchodzą ziemia (prithvi) oraz woda (apas).
Jyotisha, traktując tattvy jako wypadkową (ewolut) Prakrti (patrz: Prakrti), wyróżnia dodatkowy piąty żywioł - eter (akasha), spajający tę oto różnoraką czterodzielną podstawę wszelkiego materialnego istnienia.
* Dasha Gochara - z sans. predykcje potencjalne, wynikające z periodycznych ruchów planet po okręgu ekliptycznym
* guny - z sans. oznacza „cechy” lub „więzi”, w praktyce określające jakościowy charakter poznania determinowany nie tyle udziałem, ile przygotowaniem i nastawieniem emocjonalnym, mentalnym i psychicznym podmiotu. O ile filarami rozczłonkowanego europejskiego empiryzmu są kolejno epistemologia, aksjologia i ontologia (z których jedynie ta ostatnia może - jak zwykło się sądzić - rościć sobie prawo do debat o predestynacji i transcendencji), o tyle filozofia Wschodu, rzecz jasna dostrzegając i akceptując rozdzielność wszelkich objawiających się zmysłom rzeczy, nie aprobuje jednakże kategorycznej elementarnej separacji przedmiotu postrzegania od postrzegającego go podmiotu, wskazując, że to, co słyszymy, widzimy, dotykamy, smakujemy i wąchamy, jest takim, jakim to coś słyszymy, widzimy, dotykamy, smakujemy i wąchamy, słowem - naszym wyobrażeniem, a nie tym, czym jest według swej istoty. Dlatego właśnie guny mają charakter efemeryczny, konwergentny i fluktuacyjny, stanowiąc - obok tattvas - manifestację podzielonych cząstek absolutnej świadomości, wciąż na nowo rozkwitającej i umierającej pod niezliczonymi postaciami.
Wyróżnia się trzy guny: rajas (zmysłowość, głód, pożądliwość, zachłanność), tamas (ignorancja, niewiedza, roszczeniowa kontestacja, negacja) i sattva (zrozumienie, współczucie, łaska i miłosierdzie). Błędem, wynikającym z niedoszacowania (lub - również wspartego przeświadczeniem - przeszacowania), jest aprioryczne (tj. jedynie na podstawie wglądu w archetypy, niesprzyjającego rzetelnej ocenie indywidualnej jakości i potencjału danego znaku) przyporządkowywanie gun sygnaturom zodiakalnym, gdyż tak naprawdę każdy ze znaków zawiera w sobie cechy typowe dla każdej z nich - a o tym, które z nich okażą się dominujące, a które uśpione (recesywne), świadczy kondycja tak danego znaku, jak obsadzających go obiektów.
TRAFIŁEŚ TU - I CO DALEJ?
TRAFIŁEŚ TU - I CO DALEJ?
Drogi Czytelniku, Skoro już tu trafiłeś, miło mi Cię powitać. Usiądź wygodnie i rozgość się. Jeśli chcesz, przygotuj też sobie coś do przek...
-
(Nie)istnienie wśród umyślonych rozbieżności. Czemuż służyć ma negowanie prostoty? Jeśli ją piętnuję, odbieram sobie przyzwolenie na i ta...
-
Z religią, tak jak i z każdym innym antropomorficznym tworem przybierającym formy doktrynalne (polityką, administracją czy sądownictwem), ni...
-
N awet ci z nas, którzy nieszczególnie zajmują się (a co dopiero fascynują) zagadnieniami astrologicznymi, okiem nieuzbrojonym w szkło pow...





















